6.11.2010

Pojedynek.

Komunikacja miejska. Tani środek transportu, który każdego dnia zaskakuje. Raz będzie to nowy autobus, innym razem jakaś dziwna przygoda, a wszystko to wymieszane z przeróżnymi ludźmi. Jak sobie radzić z taką mieszanką wybuchową? Każdy ma na to inny sposób. Dla mnie niezbędna jest muzyka - bez niej oszalałbym po jednym dniu.

Dlaczego akurat zebrało mi się na taki temat? Przez ostatni rok spokojnie przeżywałem każdą podróż. Autobusy zawsze były na czas. Muzyka mnie odcinała od reszty, zaś wspólne podróże z Majakiem dawały nam dużo śmiechu. 

Oczywistą oczywistością jest fakt, że nic nie trwa wiecznie. I tak w ostatni wtorek zaczęło się. Wyszedłem na przystanek 701. Jedyne co mogłem zrobić na widok odjeżdżającego pojazdu to zakląć cicho pod nosem. Najwyraźniej panu kierowcy się spieszyło, bo przyjechał co najmniej minute za wcześnie. No cóż moja strata. Szybko przeanalizowałem sytuacje i ruszyłem na krótki spacer do innej linii autobusowej (znanej współwieśniakom jako Ł). Kto by pomyślał, że o 6:30 będzie taki korek na wylocie z Łomianek. Na pewno nie ja. W ten oto sposób na Marymont zamiast jechać góra dwadzieścia minut dotarłem po godzinie. Cały ten czas spożytkowałem na obmyślaniu najkrótszej drogi do pracy. Padło na przejazd Grotem do Żerania. Wsiadłem w pierwszy lepszy autobus. Niestety brak "kobiecej" intuicji znów dał się we znaki. Zamiast wysiąść przy pożądanym węźle komunikacyjnym, wywiozłem się gdzieś na Białołękę - zaprzepaściłem szansę na uniknięcie spóźnienia do roboty.

Następnego dnia stwierdziłem, że to ja wydymam kierowce. Wyszedłem z pięciominutowym zapasem. Ten jakże chytry plan zakończył się fiaskiem. Kierowca wydymał wszystkich i najzwyklej w świecie nie przyjechał. Zniechęcony perypetiami dnia poprzedniego poczekałem spokojnie na następne 701 i z pokorą spóźniłem się do roboty. Reakcje ludzi na takie sytuacje są przeróżne. Wielu było wkurzonych, inni to olali, a garstka osób wraz ze mną będzie się z tego śmiać. 

Na sam koniec kilka twarzy spotkanych w 701. 


darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków
Photobucket

28.10.2010

Domena.

Blog w końcu zdobył swoją domenę. Teraz można mnie znaleźć pod adresem www.diapre.pl i to by było na tyle, ponieważ mam wielką pustkę w głowie i nie wiem co napisać/pokazać.


Dobranoc.

27.10.2010

Siostra.

Jest pewien organizm biologiczny spokrewniony ze mną w stu procentach. Jak wywnioskowałem z obserwacji, które prowadzę od urodzenia ten organizm to siostra i jest płci żeńskiej. Świadczą o tym ubrania, kosmetyki (których faceci nie używają) oraz dziwne zaokrąglenia na ciele. Do tego muszę jeszcze zaliczyć dziwne dolegliwości psycho-fizyczne trafiające się raz w miesiącu. Tak to wygląda z punktu widzenia obserwatora.

Z braterskiego punktu widzenia wygląda to tak. Najpierw byłem traktowany jak duża żywa lalka. Zajawka na opiekowanie się, przebieranie mnie w różne dziwne ciuszki oraz nadawanie wszelkich fajnych przezwisk zaliczam do pierwszego etapu kiedy to ja mam lat 0-6, a ona 6-12. Następnie był okres wstydu, który upłynął pod hasłem "Mamo powiedz mu, żeby do mnie nie przychodził jak są moje koleżanki". Oczywiście frazy związane z przepędzaniem mnie były różnorakie, ale ta chyba najlepiej opisuje sytuację. Ten dziwny etap trwał do pewnego momentu. Siostra odkryła, że młodszy brat nie jest zły i można z nim miło spędzić czas przy swoich znajomych. Od tej chwili zaczęło się prawdziwe życie. Wspólne imprezy, pilnowanie co by jedno lub drugie nie spiło się za bardzo. W najgorszym przypadku doprowadzenie tego bardziej pijanego do łóżka. Oczywiście oprócz wspólnych imprez były też wspólne wakacje. Z biegiem czasu pojawiły się wspólne zajawki. Jedną z nich jest fotografia, a następną dobra zabawa na parkiecie.

Jak to bywa u ludzi tworzących relacje damsko-męskie zwane rodzeństwem mamy swoje wzloty i upadki. Spokojne rozmowy przeradzające się w krwawe kłótnie i na odwrót to normalka. Uprzejmość, wzajemne wyzwiska, wspólny śmiech, współczucie, dysputa na każdy temat plus multum innych składnych zaliczam do codzienności. Z tego wszystkiego można uzyskać bardzo ciekawy efekt. A mianowicie - bez względu na wszystko zawsze staniemy za sobą murem.

Na koniec dodam, że siostra ma zwie się Katarzyna. Jest ode mnie sześć lat starsza. Dzielnie prowadzi swoją klinikę dla chorych zwierząt, a wygląda tak:



26.10.2010

Czyta to ktoś?

Muszę przyznać, że to już moje drugie podejście do zabawy w bloga. Jeśli się nie mylę jestem bardziej uparty niż w poprzedniej odsłonie mojej myśl odlewni pod szyldem "Mind Full of Colors". Staram się do Was dotrzeć jak najlepiej. Skutek tymczasem jest nie najlepszy - poprawcie mnie w przypadku błędnego myślenia.

W sumie to mógłbym tu napisać wszystko co związane z moją osobą. Nieważne czy będzie to prawda czy nie. Skąd do jasnej ciasnej mam wiedzieć, że ktokolwiek to czyta? Skąd mam wiedzieć jakie błędy popełniam? Skąd mam wiedzieć czy moje wypociny Wam się podobają? No niech mi to ktoś powie w jakiś sposób to go będę nosić na rękach przed dwie minuty i piętnaście sekund - z zegarkiem w ręku! Liczę na to, że czyta mnie jakiś człowiek co sobie pomyśli: "weźcie go zastrzelcie, bo się użala nad swoim sweet blogiem!". I dobrze, jeżeli taki ktoś się znajdzie. Tylko do jasnej cholery niech mi o tym powie. Bo czasem naprawdę zaczynam się zastanawiać czy żyje w świecie filmu "I'am legend".

Pewnie zaraz się trafi mistrz spostrzegawczości i czytania ze zrozuieniem i mi zaraz wytknie - "Momencik, momencik! Co on tu cwaniakuje, że nikt go nie czyta skoro ma licznik w dole strony". Skoro taki z Ciebie mądrala to mi to napisz. Będę wdzięczny.

Będę wdzięczny za każdy przytyk, za każdą pochwałę. Będę się cieszył ze wszystkiego co tu napiszecie i co mi pomoże rozwinąć skrzydła w składaniu literek. Jakbym chciał pisać do szuflady to byście nawet nie wiedzieli, że coś piszę.

To tyle ode mnie - chwilowo sfrustrowanego Scrappy Coco. A teraz kawałek słodyczy dla wytrwałych.

Photobucket

Z.

Z - jedna z liter alfabetu. Na 26 pozycji w łacińskim zaś na 30 w naszej rodowitej odmianie. Litera, która kojarzy mi się na wiele miłych sposobów. W końcu moje nazwisko brzmi Zych. Jedno z ulubionych imion kobiecych to Zofia. A ogromna liczba ludzi kojarzy 'ZZZZzzzzzzZzZzz" ze snem. Jak na mój gust litera, w której można odnaleźć wiele pozytywnych aspektów. To tyle słowem wstępu. Teraz pora na zamysł twórcy, który jest skierowany do fanów japońskiej sztuki motoryzacji. Jedni spytają "o co mu chodzi?", a inni będą się zastanawiać "który?". Postaram się o w miarę sensowną odpowiedź.

W sierpniu tego roku - można rzec całkiem niedawno - na Warszawskim Bemowie odbył się zlot zabytkowych aut. Było to tego samego dnia co Verva Street (Padaka) Racing. Jak dla mnie świetne zgranie. Dzięki imprezie Orlenu można było bez obaw oglądać smakowite kąski o jakie trudno na co dzień na naszych drogach. Pokuszę się o stwierdzenie,że towar z konkurencyjnej imprezy jest częściej spotykany. Wedle informacji przygotowałem się na włoską bella kuchnię, którą uwielbiam. Miło mnie zaskoczył fakt, iż oprócz pięknych włoszek mogłem obejrzeć przedstawicieli innych krajów. Okaz, który bardzo mnie pocieszył swoją obecnością to Datsun 240Z. Jak dla mnie jedno z rzadziej spotykanych aut w naszym kraju. Model, który dał początek znanej po dziś dzień serii Z -sportowa linia Nissana. Pojazd uznawany przez wielu za legendę. Dla mnie zaś jest jednym z ładniejszych pojazdów jeżdżących po naszej planecie. Wyglądu spotkanego egzemplarza nie będę oceniać. Wole go przedstawić na zdjęciach, a ocenę pozostawić Wam.


Photobucket Photobucket Photobucket
Photobucket Photobucket
Photobucket Photobucket

P.S
Przy okazji wprowadzam zapowiedziane wcześniej kolory na blogu.

Szkolenie.

Temat już przeterminowany. Nie ma co ukrywać. Tak czy siak chcę o nim napisać, bo jakieś tam wspomnienia z tego wszystkiego są. W końcu zaliczyłem kolejną wycieczkę po kraju w związku z tematem. Jaką? Byłem w Bydgoszczy.

Samo szkolenie było związane ze zmianą pracy. Już nie będę miał styczności z moim ulubionym Białym Hiacem. Pożegnałem IMGW i przeniosłem swoje cztery litery za biurko w PKT.pl. W czynności zawodowe jakie wykonywałem i wykonuję teraz nie będę się zagłębiać. Najważniejsze jest to, że udało się zrobić to płynnie.

Wracając do tematu. PKT wysłało mnie i kilka osób na szkolenie do Bydgoszczy. Wszystko działo się w terminie 4-8 października. Samo szkolenie jak to szkolenie - fajne, nudne i jeszcze raz nudne. Jak się później okazało w Warszawie - dużo z niego nie wyniosłem, ale co na to mogę poradzić skoro jako jedyny uczestnik miałem zerowe doświadczenie. Ze szkolenia najlepiej wspominam ekipę, która mieszkała ze mną w hotelu. Dwójka z Warszawy, reszta musiała się rozjechać do swoich oddziałów. W sumie dzięki tym ludziom nie spędziłem samotnie urodzin. Mimo to były to najdziwniejsze urodziny jakie miałem. Z dala od najbliższych - ciężka sprawa.

A teraz trochę odczuć ze spacerów po mieście. Generalnie miasto ma potencjał. Architektura trafiła w mój gust. Szkoda, że wszytko jest zaniedbane i nie wygląda zbyt atrakcyjnie. Jakby znalazły się pieniądze na odnowienie większości starych przedwojennych kamienic to miasto zyskałoby dużo. No niestety tak to już jest, że ciężko o kasę - zdaje mi się, że w grę wchodzą naprawdę duże sumy, żeby to zaczęło wyglądać. Generalnie czułem tam klimat Warszawskiej Pragi. Zaskoczeniem było dla mnie, że koło godziny 21 na ulicach zaczynało się robić pusto. W sumie ktoś kiedyś dobrze podsumował swój pobyt w tym mieście - "Byłem w Bydgoszczy, ale było zamknięte".

Szkolenie się skończyło. Ja już dawno siedzę w Warszawie i śmigam do nowej pracy. Wyszło jak wyszło i dopiero teraz miałem chwilę, żeby coś napisać i wrzucić zdjęcia.


Photobucket Photobucket Photobucket
Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket
Photobucket Photobucket

25.09.2010

Pan 9-3.

Szwed udomowiony przez moją Kochaną Ciocie. Odkąd się poznaliśmy bliżej wiedziałem ,że dalsza znajomość będzie dawała mi wiele radości. Na imię mu 9-3 ,a na nazwisko Saab. Postać znana wielu fanom motoryzacji.

Na początku byłem do niego sceptycznie nastawiony. W końcu jest dzieckiem wspólnej pracy rodziny (która na szczęście się rozpadła) Saab-General Motors. Do tego pod maską umieszczony jest silnik diesla. Jednostka oznaczona jako 1,9 TiDS rozwijająca moc 150 stalowych rumaków ,które potrafią kopnąć z siła 320 NM. Katalogowo mój przyjaciel rozpędza się do setki w 10,2 s - oczywiście dzięki manualnej szóstce.

Z zewnątrz auta tej marki zawsze przyciągały mój wzrok. Podobnie jest w przypadku modelu 9-3. Przyjemna linia boczna. Dobrze skomponowany przód ,któremu smaczku dodają ładnie dopasowane światła do jazdy dziennej. Od zawsze mi się kojarzą z brwiami kobiet ,które mój przyjaciel określa mianem "zimnej suki". Zgrabny tyłeczek ze szpetnymi kloszami tylnych świateł psuje całość. Felgi - rzecz gustu ,mój ich nie aprobuje.

Wnętrze auta jest bardzo przyjemne. Nie ma żadnego wyświetlacza LCD co nam robi za kino domowe w aucie czy nawigację. Jedyny nielubiany przeze mnie bajer to przyciski do sterowania radiem na kierownicy. Wedle strony producenta wersja wyposażeniowa w tej jednostce nazywa się Vector gdzie wyszczególniono kilka pozycji. Są to :
  • Sportowe fotele i kierownica
  • Metaliczne panele wewnętrzne
  • Felgi aluminiowe 17"
  • Tapicerka skórzano-tekstylna
  • Tempomat, komputer podróżny
  • Światła przeciwmgielne
  • Pewnie jest tego więcej ...
Komputer jak to komputer wyświetla kilka przydatnych informacji. Takich jak spalanie czy odległość ,którą jeszcze przejedziemy na podstawie obliczeń jak obchodzimy się z pedałem gazu. Dla mnie to wystarczy.
Sama stylistyka kokpitu bardzo mi się podoba. Nie ma za dużo guziczków. Obsługa wbudowanego radia jest prosta jak drut - kolejną jego zaletą jest wyjście AUX. Do przełączników od świateł i wycieraczek nie mam zastrzeżeń. Do jakości wykończenia również. Są przydatne schowki ,wygodny podłokietnik i grzane fotele. Tradycja Saab'a została zachowana. Stacyjka znajduje się pomiędzy fotelami.
Najprzyjemniejszym dodatkiem umilającym podróż jest guzik ochrzczony napisem Nightpanel. Po jego użyciu wygasza się radio ,komputer pokładowy ,wskaźnik paliwa ,obrotomierz,wskaźnik temperatury silnika. Zostaję tylko podświetlenie od 0 do 140 km/h ,a po przekroczeniu tej prędkości aktywuje się reszta prędkościomierza. Prosta rzecz ,a cieszy.

Wrażenia z jazdy mówiąc w skrócie...musicie tego spróbować! A rozwijając myśl pochwale auto za świetnie zestrojone zawieszenie. Dla mnie jest wypośrodkowane między kanapowcami i sprinterami. Pewnie się trzyma w zakrętach ,a duże prędkości na naszych drogach nie przyprawiają o wrzody.
Wciśnięcie gazu w podłogę odczuwalne jest na każdym biegu. Czasem odnoszę wrażenie ,że auto szybciej się rozpędza do setki niż podaje katalog - w przyszłości to sprawdzę. Do tego siedząc za kierownicą człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy ,że jedzie dieslem.

Trasa jaką nim ostatnio pokonałem była najdłuższa w naszej dwuletniej znajomości. Odcinek miał koło 480 km długości(Warszawa -> Busko Zdrój -> Warszawa). Pan 9-3 wypił 8,9 litra ropy. Jak na zupełny brak ekonomicznej jazdy wynik jest dla mnie zadowalający. Gdy dotarłem do Warszawy wskaźnik paliwa pokazywał ,że została 1/4 jego zawartości(wg. komputera powinno starczyć na następne 150 km).

Jako osoba młoda ,która nie posiada jeszcze własnej rodziny oceniam to auto jako bardzo dobre i jestem je gotów polecić każdemu mojego pokroju. Osiągi i przyjemność z jazdy są moim zdaniem pierwszorzędne jak na tą klasę aut.
Patrząc z perspektywy człowieka ,który ma żonę ,dziecko ,a nawet kolejne w drodze zastanowiłbym się nad czymś z większym bagażnikiem. Mała pojemność kufra to chyba największa wada tego auta (425 litrów ,przy 460l BMW 3 Touring czy 490l Audi A4 to marny wynik jak na klasę premium).

Dla osób ,które mogą być zainteresowane cennikiem. Odsyłam was na oficjalną stronę Saab'a lub do autoryzowanych dealerów. Proszę o potraktowanie tego tekstu na luźno. W końcu to tylko moje odczucia ,a nie pełnoprawny test.

Dla niewierzących w znajomość moją i Pana 9-3 wrzucam dwa zdjęcia z ostatniej podróży. O więcej postaram się przy okazji sprawdzenia ile rzeczywiście zajmuje mu sprint do setki.

Photobucket

Photobucket