15.04.2010

Na nogach.

Uffffffffffff ...w końcu dotarłem do domciu. Nachodziłem się od groma i ciut , ciut.

Było warto , nie żałuje... takich sloganów mogę walić bez końca. Najważniejsze jest to , że mam spory materiał na historie z fotkami. Cieszy mnie to very bardzo much. Kto dziś udział brał oprócz mnie? Tajemnica. Wszystko w swoim czasie. Jedynie co napiszę to - ptactwo.

A teraz drogie dzieci...




p.s
Niedziela coraz bliżej.

7.04.2010

Pewnego Sierpniowego Piątku - cz. 2

Dziś w drugiej części przybliżę wam co robiłem wieczorem tego samego dnia. Główne role się trochę pozmieniały....Majaka i Wałeczka zastąpili Czapla , Julia i Uoisu.

Plan był prosty. Zrobić się jak najmniejszą ilością alkoholu i dołączyć na audycje "Sety Didżejskie" w naszym ulubionym radiu. Nazwy nie będę podawać , bo kto ma wiedzieć ten wie , o które chodzi. Reszta niech się domyśla.

Gdzie zaczęliśmy? W sumie nie pamiętam , ale obstawiam , że gdzieś na Chomiczówce w okolicach Czapli kwadratu. A może nie? Sam nie wiem....


Trochę tu , trochę tam i wylądowaliśmy na Krakowskim razem z jakąś wiśnióweczką , coca-colą i doborowym towarzystwem. Muszę przyznać , że ładne przystanki tam zrobili. Zaczęliśmy od miłej pogawędki "filozoficznej" i pokazania podeszw naszych laczków.


Później poszły pierwsze koty za płoty...ktoś wymieszał coś z czymś i mieliśmy gotowe drinki. Trochę stresu i niepewności , ale i tak daliśmy rade. W sumie każdy pokazał , że lubi spożywać w takich klimatach.


Po pierwszych wychylonych wirach przyszła kolei na ukazanie twarzy mojej wesołej kompanii. Tak więc poznajcie Czaple , Julie oraz Uosia. Każdy z bliska , każdy pokazuje coś innego.


Po przyjrzeniu się moim kompanom , pora na wyłapywanie ciekawych kadrów z najbliższej okolicy. Celem było wyeliminowanie czynnika ludzkiego w dosłownej postaci. Oczywiście bez przesady , ale ze skojarzeniami. Ja mam skojarzenia w jednym kierunku , a Wy jak to widzicie?


Zaraz pewnie ktoś zacznie się śmiać albo zwątpi we mnie ...nieważne , bo takich odchyłów już koniec. Pora kontynuować naszą libację na placu Zamkowym. Jako , że wisnióweczka zaczęła działać to i na wygłupy się zebrało. Więc jakaś nóżka poleciała w górę , to jakaś inna ręka się rozmazała , śmiechy , chichy i takie tam. Wszystko to potem zamieniło się w "mini poważną pogawędkę" o dupie maryni.



Ktoś spojrzał na zegarek. Jak się okazało przyszła pora na przemieszczenie tyłków z przystanku do radia na ul.Bednarską. Chęci były szczere z tego co pamiętam , ale rozleniwienie nie dawało za wygraną. Po kilku minutach narzekania , że trzeba wziąć dupę w troki - ruszyliśmy. Gdzieś po drodze Czapla nawinęła się w obiektyw , a ja skonstruowałem coś takiego :


Trochę przerobionego tlenu na CO2 później byliśmy na miejscu. Jak to w radiu siedzieliśmy przy konsoli podczas gdy DJ Ant zapodawał swój set. Następnie w patio była przerwa na papieroska i inne ambitne rozmowy o bzdurach.


Jak widać Czapli bardzo smakował papierosek. No i oczywistą oczywistością jest dar Uosia do strojenia dziwnych min.

Co się później działo zostanie między nami. Wieczór był miły i wiem , że będzie jeszcze dużo równie śmiesznych wypadów. High5 dla tej ekipy.


To by było na tyle. Następnym razem jakaś inna eskapada. Pewnym jest to , że 18 bieżącego miesiąca ze Stefą i Majakiem wybieramy się na Lap Race w Rykach. Zdjęcia będą na bank , bo będzie wejściówka fotografa.

Tak więc dobranoc ludziska.


6.04.2010

Pewnego Sierpniowego Piątku - cz. 1

Był piątek, był sierpień, było ładnie - no to niewiele myśląc wziąłem aparat i ruszyłem.

Za dnia umówiłem się z Majakiem , celem podróży była ustawka z Wałkiem i późniejsza wyprawa po szyszunie.

Wszystko zaczęło się na osiedlu. Ale start z aparatem był odnotowany dopiero w naszym kochanym połączeniu ze stolicą znanym jako "nasze kochane siedemsetONE". Tam też była pewna urocza starsza Pani , która z większej odległości przypominała dziesięciolatkę - z bliska już było gorzej. A czemu przypominała? Bo była takiego wzrostu i w takim stylu ubrana. Na zdjęciu tego nie widać jak możecie zauważyć poniżej. Do tego jeszcze Majak się napatoczył w obiektyw.


Następnym etapem podróży było przedostanie się z Młocin gdzie dowiózł nas dyliżans do pl.Wilsona. Jedyne słuszne wyjście z tej sytuacji to metro. Oczywiście można kombinować z autobusami i tramwajami , ale po co się męczyć?

Jesteśmy na miejscu. Majak wykonuje szybki telefon , chwile później już widać jak Wałeczek vel Don Padrini wypatruje nas z okna.


Mija kilka minut , przemieszczamy się o te naście metrów - zgarniamy Wałka spod mieszkania.


Kierunek - jakiś blok , przy jakiejś ulicy , interesuje nas któreś mieszkanie , na którymś piętrze.

Na sam koniec tej części "Pewnego Sierpniowego Piątku" ustrzeliłem Don Padriniego na mecie naszej podróży - dla jasności w jakiejś windzie ...


To tyle na dziś , ciąg dalszy nastąpi prawdopodobnie jutro - o ile będę w stanie coś wydusić z siebie po wizycie na kanałowym leczeniu u dentysty.

Pozdro szeset.


p.s
Odkąd siedzę na Chrome , nie mogę zmieniać rozmiaru miniaturek , dlatego też zostaną takie jakie są.

5.04.2010

Jutro , jutro , jutro - JUTRO !

Jak w tytule...jutro trzeba iść do pracy. Cholera jasna !

Ale za to mam koncept na dwa następne wpisy z zawartością prozaiczną i fotograficzną. Bardzo mnie to cieszy , bo będą to fotki , o których kompletnie zapomniałem.


Kończę piwko i spać.



ZzzzzzzzzzzzzzzzzzzzZzz.

4.04.2010

Moje ulubione.

Tytuł mówi sam za siebie...tak sądzę.




Może to mnie trochę zagrzeje do roboty.

Jajko i mokry poniedziałek.

Możliwe ,że z tym mokrym poniedziałkiem trochę się rozpędziłem. W sumie to dopiero jutro. Ale ...kit z tym. Dzisiejsze szamanie świąteczne zmiata mnie z krzesła przy stole do mojego uber wygodnego wyrka.

Co do jutrzejszego dnia mam nadzieje , że będzie ładna pogoda. Wyjdę zobaczę co da się zrobić przy użyciu puszki i kilku szkieł. Liczę na to , że nikt mnie nie zleje.


Ostatnio zrobiłem jakieś zdjęcia , ale...ale jakoś nie chce mi się do nich siadać.


Najedzony.