7.04.2010

Pewnego Sierpniowego Piątku - cz. 2

Dziś w drugiej części przybliżę wam co robiłem wieczorem tego samego dnia. Główne role się trochę pozmieniały....Majaka i Wałeczka zastąpili Czapla , Julia i Uoisu.

Plan był prosty. Zrobić się jak najmniejszą ilością alkoholu i dołączyć na audycje "Sety Didżejskie" w naszym ulubionym radiu. Nazwy nie będę podawać , bo kto ma wiedzieć ten wie , o które chodzi. Reszta niech się domyśla.

Gdzie zaczęliśmy? W sumie nie pamiętam , ale obstawiam , że gdzieś na Chomiczówce w okolicach Czapli kwadratu. A może nie? Sam nie wiem....


Trochę tu , trochę tam i wylądowaliśmy na Krakowskim razem z jakąś wiśnióweczką , coca-colą i doborowym towarzystwem. Muszę przyznać , że ładne przystanki tam zrobili. Zaczęliśmy od miłej pogawędki "filozoficznej" i pokazania podeszw naszych laczków.


Później poszły pierwsze koty za płoty...ktoś wymieszał coś z czymś i mieliśmy gotowe drinki. Trochę stresu i niepewności , ale i tak daliśmy rade. W sumie każdy pokazał , że lubi spożywać w takich klimatach.


Po pierwszych wychylonych wirach przyszła kolei na ukazanie twarzy mojej wesołej kompanii. Tak więc poznajcie Czaple , Julie oraz Uosia. Każdy z bliska , każdy pokazuje coś innego.


Po przyjrzeniu się moim kompanom , pora na wyłapywanie ciekawych kadrów z najbliższej okolicy. Celem było wyeliminowanie czynnika ludzkiego w dosłownej postaci. Oczywiście bez przesady , ale ze skojarzeniami. Ja mam skojarzenia w jednym kierunku , a Wy jak to widzicie?


Zaraz pewnie ktoś zacznie się śmiać albo zwątpi we mnie ...nieważne , bo takich odchyłów już koniec. Pora kontynuować naszą libację na placu Zamkowym. Jako , że wisnióweczka zaczęła działać to i na wygłupy się zebrało. Więc jakaś nóżka poleciała w górę , to jakaś inna ręka się rozmazała , śmiechy , chichy i takie tam. Wszystko to potem zamieniło się w "mini poważną pogawędkę" o dupie maryni.



Ktoś spojrzał na zegarek. Jak się okazało przyszła pora na przemieszczenie tyłków z przystanku do radia na ul.Bednarską. Chęci były szczere z tego co pamiętam , ale rozleniwienie nie dawało za wygraną. Po kilku minutach narzekania , że trzeba wziąć dupę w troki - ruszyliśmy. Gdzieś po drodze Czapla nawinęła się w obiektyw , a ja skonstruowałem coś takiego :


Trochę przerobionego tlenu na CO2 później byliśmy na miejscu. Jak to w radiu siedzieliśmy przy konsoli podczas gdy DJ Ant zapodawał swój set. Następnie w patio była przerwa na papieroska i inne ambitne rozmowy o bzdurach.


Jak widać Czapli bardzo smakował papierosek. No i oczywistą oczywistością jest dar Uosia do strojenia dziwnych min.

Co się później działo zostanie między nami. Wieczór był miły i wiem , że będzie jeszcze dużo równie śmiesznych wypadów. High5 dla tej ekipy.


To by było na tyle. Następnym razem jakaś inna eskapada. Pewnym jest to , że 18 bieżącego miesiąca ze Stefą i Majakiem wybieramy się na Lap Race w Rykach. Zdjęcia będą na bank , bo będzie wejściówka fotografa.

Tak więc dobranoc ludziska.


6.04.2010

Pewnego Sierpniowego Piątku - cz. 1

Był piątek, był sierpień, było ładnie - no to niewiele myśląc wziąłem aparat i ruszyłem.

Za dnia umówiłem się z Majakiem , celem podróży była ustawka z Wałkiem i późniejsza wyprawa po szyszunie.

Wszystko zaczęło się na osiedlu. Ale start z aparatem był odnotowany dopiero w naszym kochanym połączeniu ze stolicą znanym jako "nasze kochane siedemsetONE". Tam też była pewna urocza starsza Pani , która z większej odległości przypominała dziesięciolatkę - z bliska już było gorzej. A czemu przypominała? Bo była takiego wzrostu i w takim stylu ubrana. Na zdjęciu tego nie widać jak możecie zauważyć poniżej. Do tego jeszcze Majak się napatoczył w obiektyw.


Następnym etapem podróży było przedostanie się z Młocin gdzie dowiózł nas dyliżans do pl.Wilsona. Jedyne słuszne wyjście z tej sytuacji to metro. Oczywiście można kombinować z autobusami i tramwajami , ale po co się męczyć?

Jesteśmy na miejscu. Majak wykonuje szybki telefon , chwile później już widać jak Wałeczek vel Don Padrini wypatruje nas z okna.


Mija kilka minut , przemieszczamy się o te naście metrów - zgarniamy Wałka spod mieszkania.


Kierunek - jakiś blok , przy jakiejś ulicy , interesuje nas któreś mieszkanie , na którymś piętrze.

Na sam koniec tej części "Pewnego Sierpniowego Piątku" ustrzeliłem Don Padriniego na mecie naszej podróży - dla jasności w jakiejś windzie ...


To tyle na dziś , ciąg dalszy nastąpi prawdopodobnie jutro - o ile będę w stanie coś wydusić z siebie po wizycie na kanałowym leczeniu u dentysty.

Pozdro szeset.


p.s
Odkąd siedzę na Chrome , nie mogę zmieniać rozmiaru miniaturek , dlatego też zostaną takie jakie są.

5.04.2010

Jutro , jutro , jutro - JUTRO !

Jak w tytule...jutro trzeba iść do pracy. Cholera jasna !

Ale za to mam koncept na dwa następne wpisy z zawartością prozaiczną i fotograficzną. Bardzo mnie to cieszy , bo będą to fotki , o których kompletnie zapomniałem.


Kończę piwko i spać.



ZzzzzzzzzzzzzzzzzzzzZzz.

4.04.2010

Moje ulubione.

Tytuł mówi sam za siebie...tak sądzę.




Może to mnie trochę zagrzeje do roboty.

Jajko i mokry poniedziałek.

Możliwe ,że z tym mokrym poniedziałkiem trochę się rozpędziłem. W sumie to dopiero jutro. Ale ...kit z tym. Dzisiejsze szamanie świąteczne zmiata mnie z krzesła przy stole do mojego uber wygodnego wyrka.

Co do jutrzejszego dnia mam nadzieje , że będzie ładna pogoda. Wyjdę zobaczę co da się zrobić przy użyciu puszki i kilku szkieł. Liczę na to , że nikt mnie nie zleje.


Ostatnio zrobiłem jakieś zdjęcia , ale...ale jakoś nie chce mi się do nich siadać.


Najedzony.

29.03.2010

Dwa miesiące.

Lada moment stukną dwa miesiące od ostatniego załadunku zdjęć...

...jakoś tak mi się nie chce. Zarzucę coś jak coś zrobię nowego. Jutro mam w planach wybrać się w miasto i zrobić kilka zdjęć.

W sumie "who cares" jak i tak pewnie nikt tu nie zagląda.
W sumie to chuj z tym. Będę twardo dalej działać na blogu. Tylko nie wiem w jakich odstępach czasu.


Pozdro pincet.

21.03.2010

Wiosna !

Trochę czasu tu nie zaglądałem - to chyba z lenistwa. Na szczęście przyszła wiosna , więc coś niedługo zarzucę do obejrzenia i poczytania.

Z pobytu w górach nie przywiozłem żadnych zdjęć. Jakoś tak nie było okazji.